Jakże ciężko w poniedziałek zwlec się z łóżka! Już w niedzielę wieczorem sąsiedzi narzekali na ten przeklęty Monday. Cały tydzień upływa na tęsknym wyczekiwaniu Friday Night, natomiast już w sobotę oblega nas niechęć powrotu do pracy. Czy można zmotywować się do życia za pomocą dobrej lektury?
Oczywiście! Udowadnia to Beata Pawlikowska. Celowo nie podam tytułu, ponieważ każda z jej pozycji niesie cudowne przesłanie.
Zacznijmy od osobistego doświadczenia autorki. Pawlikowska była żoną Cejrowskiego, podróżnika od paskudnych koszul. Ich bezdzietne małżeństwo rozpadło się, a sama Beata postanowiła już więcej się nie wiązać.
Swoją uwagę poświęciła natomiast rozwoju duchowemu. Nie wierzy w Boga, lecz w bliżej niesprecyzowaną Miłość. Coś, co rządzi światem, jednocześnie służąc, znajduje się w każdym jego najmniejszym elemencie… – odrobinę przypomina to wariację chrześcijaństwa i buddyzmu. Dlatego Pawlikowska pisze w oparciu o tolerancję.
Ponadto za skutecznością książki motywacyjnej przemawia bogate doświadczenie autorki. Pani Beata była uzależniona, pogrążona w depresji, stresie, anoreksji, bulimii i szeregu innych zaburzeń. Czuła się samotna. Kochała, traciła. Poznawała problemy ludzi z różnych krańców świata. Czytelnik może więc być pewien jednego: ta kobieta wie, o czym pisze.
Dobre książki motywacyjne Beaty Pawlikowskiej odznaczają się prostym, wręcz minimalistycznym stylem. Ich język jest jednak tak pogodny, że kilka zdań rozświetli nawet najbardziej pracowity poniedziałek. Dlatego bez obaw możemy sięgać po te pozycję.
Uśmiech zaraża!

Teraz jednak główną bohaterką „Mechanicznego Anioła” jest Tessa Gray. Szesnastoletnia dziewczyna przyjeżdża w odwiedziny do brata, jednak po przybyciu do miasta porywają ją wiedźmy. Staje się ich obiektem doświadczalnym, ponieważ – jak się okazuje – odziedziczyła umiejętność zmiany kształtu. Marazm przerywa ratunek dwóch przystojnych Shadowhunters – zawadiackiego Willa i ciężko chorego skrzypka Jamesa. Między nimi zawiązuje się trójkąt miłosny. Niestety, plany krzyżuje pewna stara klątwa. I pojawiający się na horyzoncie groźny Selekcjoner…
W moim domu książki były, są i będą. Tak jak ja lubię słowo drukowane, tak również moje dzieci doceniają ich wartość. Dlatego w naszym angielskim domu znajdziecie biblioteczki, gdzie każdy ma swoje najcenniejsze okazy. Uwielbiamy czytać razem i jeżeli jest tylko okazja, to staramy się robić to jak najczęściej.
Trudno wyobrazić sobie codzienne funkcjonowanie bez kalendarza. Jest on potrzebny w bardzo wielu sytuacjach, m.in. podczas planowania dni wolnych od pracy. Mieszkając w Anglii z pewnością przydadzą nam się dwa kalendarze: polski i angielski, Dlaczego?
Mieszkając poza granicami kraju szczególnie odczuwam ten przestój. Polskie księgarnie zlokalizowane w Wielkiej Brytanii zazwyczaj w tym czasie pustoszeją, a z wystawy patrzą na nas wcześniej przeczytane już książki. Jednak moment ten pomimo braku nowości, jest idealny do nadrobienia zaległości. 